8/02/2012

Udon ze smażonym tofu, chilli i szalotkami

Od dawna przymierzałam się do zakupu japońskiego makaronu udon. Nigdzie nie mogłam go znaleźć - soba, mie i makaron ryżowy są właściwie wszędzie, a mojego ulubionego, grubego, pszennego makaronu nie widziałam ani w Kuchniach Świata, ani w Carrefourach. Znalazłam go w końcu - nie wiem, czy dlatego, że dopiero niedawno zaczęto go sprowadzać, czy też dlatego, że dopiero niedawno zorientowałam się, że sprzedaje się go w wersji "świeżej" i należy go szukać w lodówkach;) W każdym razie jest i w dużych Carrefourach, i w Kuchniach Świata, i w Bomi. Hurra!
Zrobiłam go z moją ulubioną ostatnio kombinacją - kostki obsypanego mąką kukurydzianą, chrupiącego tofu, szalotki, imbir, chilli i sos sojowy. Pyszności!

Makaron udon z tofu, chilli i szalotkami
Zmodyfikowany przepis Yotama Ottolenghiego


100 g makaronu udon
1/2 kostki tofu smażonego jak w tym przepisie
2 szalotki, posiekane
1/2 papryczki chilli, posiekanej
2 ząbki czosnku, posiekane
łyżeczka posiekanego imbiru
po łyżce ciemnego i jasnego sosu sojowego
łyżeczka brązowego cukru
łyżeczka czarnego pieprzu
szczypiorek i kolendra
olej roślinny/z orzeszków ziemnych

Na oleju smażymy szalotki, chilli, czosnek i imbir. Po około 15 minutach, kiedy wszystko będzie miękkie, dodajemy sosy sojowe i cukier, potem pieprz i makaron. Smażymy około 3 minut. Na końcu dodajemy tofu. Posypujemy szczypiorkiem i kolendrą.

7/31/2012

Presentation rings (kuskus, cukinia, bób, fasolka, zioła)

Jednym z kuchennych prezentów, jakie dostałam na urodziny, były "presentation rings" - metalowe pierścienie, używane do eleganckiej prezentacji potraw. Nie mam zdolności manualnych, dbałość o wygląd jedzenia nie jest moją mocną stroną - jeśli coś dobrze smakuje, zdecydowanie mi to wystarczy, zwłaszcza kiedy gotuję na co dzień, dla dwóch osób. Wreszcie zdecydowałam się jednak użyć pierścieni i spróbować stworzyć coś ładnego. Wyszło mi... no, jak na mnie, całkiem nieźle;) 
W daniu postanowiłam użyć całej gamy pysznych, letnich warzyw i ziół. Wydawać się może, że na talerzu dużo się dzieje, wszystko jednak doskonale do siebie pasowało:)

Panierowana cukinia z zielonym kuskusem i sałatką z fasolki i bobu
Przepis improwizowany


Panierowana cukinia:
spora cukinia, pokrojona w plastry
bułka tarta
jajko
suszone oregano
olej

Plastry cukinii panierujemy w jajku i bułce przyprawionej oregano, smażymy, odsączamy na papierze kuchennym. 

Zielony kuskus:
kuskus
bulion/wrzątek
pasta ziołowa: oliwa, po garści koperku, mięty, bazylii, pietruszki
mała cebulka, podsmażona na oliwie
sól, pieprz

Wszystkie składniki pasty miksujemy w blenderze. Kuskus zalewamy wrzątkiem lub bulionem warzywnym, solimy i czekamy, aż napęcznieje i wchłonie płyn. Mieszamy z pastą ziołową i podsmażoną cebulką. 

Sałatka z bobu i fasolki:
po garści gotowanego bobu i fasolki szparagowej
mały kawałek pora, pokrojony w cieniutkie plasterki
winegret z musztardy, miodu, octu jabłkowego i oliwy
sól i pieprz

Wszystkie składniki mieszamy. 

Sos jogurtowy:
jogurt grecki
garść świeżej mięty + łyżeczka suszonej
ząbek czosnku

Wszystkie składniki miksujemy w blenderze. 

Plastry cukinii układamy w kółeczku pośrodku talerza. W ich środku ustawiamy pierścień, wypełniamy go kuskusem i dociskamy. Na wierzchu układamy sałatkę. Talerz ozdabiamy sosem jogurtowym. 


7/13/2012

Moja pierwsza akcja - CZAS NA CURRY

Serdecznie zapraszam Was do udziału w pierwszej organizowanej przeze mnie akcji kulinarnej pod kryptonimem: Czas na (bezmięsne) curry!

"Curry" to nazwa, którą ludzie zachodu określają nieskończoną ilość potraw pochodzących z kuchni Indii, Bangladeszu, Tajlandii, Sri Lanki i pozostałych krajów południowo-wschodniej Azji. Ich cechą charakterystyczną jest wykorzystanie aromatycznej mieszanki przypraw i ziół, a bazę stanowią często papryczki chilli, czosnek i imbir.

"Curry" to również nazwa mieszanki przypraw, którą w już w XVIII wieku hinduscy kupcy postanowili sprzedawać leniwym Anglikom. Wszyscy doskonale znamy smak i zapach żółciutkiego proszku, dodawanego do najróżniejszych dań, od majonezowych sałatek, po keczup. 


"Curry" to wreszcie nazwa rośliny Bergera Koenigii, drzewka, którego liście bywają - choć wbrew pozorom wcale niekoniecznie - składnikiem mieszanki przyprawowej.

Przepis, który spodoba mi się najbardziej, zostanie nagrodzony:)


Zielone, tajskie, rzadkie curry z mleczkiem kokosowym, trawą cytrynową i kolendrą i gęste, aromatyczne i "gorące" hinduskie curry z soczewicy. Dania przepyszne, zupełnie różne, lecz noszące tę samą nazwę.


A jakie jest Wasze ulubione curry? Pokażcie swoje mieszanki przypraw, swoje bazy do sosów i swoje ulubione dodatki (Wolicie ryż czy naany? Podajecie curry z raitą czy z chutneyem?). Każde curry jest inne! Jestem niezmiernie ciekawa Waszych propozycji i serdecznie zapraszam do akcji. 


UWAGA: akcja, tak jak i mój blog, jest bezmięsna. Jeśli ktoś zaprezentuje świetny przepis na curry rybne, dodam go z odpowiednią adnotacją. Przyjmę również wpisy, w których prezentowane są curry z mięsem, pod warunkiem, że autor(ka) zaznaczy, że ten sam sos wykorzystać można w daniu wegetariańskim i napisze, jak to zrobić.


PS. Będzie mi bardzo miło, jeśli uczestnicy akcji polubią moją stronę na fb - ale oczywiście nie jest to konieczny warunek udziału:)
Kod należy skopiować i wstawić na swoją stronę.
CZAS NA (BEZMIĘSNE) CURRY

7/06/2012

Bajgelburger przed Mumford&Sons

Jest tak ciepło, że człowiekowi nie chce się nic, nawet błyskotliwie napisać, że chciałby rozpocząć mini-cykl o najlepszych warszawskich kanapkach, o ulubionych miejscach na lunch i o późniejszym odtwarzaniu miejskich specjałów w domu, zazwyczaj w wersji lżejszej, często - równie pyszniej. Znacznie bardziej nie chce się pracować, sprzątać ani pojechać do Urzędu Skarbowego, a takie były plany na dzisiaj. Cieszy mnie jednak nieskończenie intensywny tydzień koncertowy: w środę w Poznaniu Faith no More, jutro - lot (dzięki ci Panie za OLT) do Gdańska, na Openera, zwłaszcza na Mumford&Sons, których pokochałam miłością wielką. 
No dobra, lecę do tego urzędu... może po drodze wpadnę na lunch do My'o'my? Zawsze obiecuję sobie, że zamówię tam coś innego niż kultowy bajgelburger. Ale chyba znowu nie tym razem...

Domowy Bajgelburger
Przepis inspirowany bajgelburgerem vege z kawiarni My'o'my (na 2 burgery)



2 bajgle (ja lubię z sezamem)
ok. 8 dużych pieczarek
2 jajka
bułka tarta
mała cebulka
garstka natki pietruszki
pieprz, sól, oliwa

dodatki: pomidor, ogórek, sałata/kapusta pekińska, marynowane jalapeno, czerwona cebula, kiełki, ser żółty, sos 1000 wysp

Cebulkę i pieczarki drobno kroimy, podsmażamy na oliwie, żeby pozbyć się nadmiaru wody. Jedno jajko gotujemy na twardo. Razem lekko miksujemy blenderem, dodajemy drobno posiekaną pietruszkę, surowe jajko, bułkę tartą (niezbyt dużo) i przyprawy. Dokładnie mieszamy, aż powstanie masa, z której da się uformować burgery. Ja piekłam swoje w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku, można to zrobić też na patelni grillowej. 
Bajgle (z serem lub bez, jak wolimy) podpiekamy, kładziemy na nie kotlet i ulubione dodatki. W My'o'my są to sałata lodowa, pomidor, świeży ogórek, cebulka i kiełki - ja dałam ogórek kiszony i kapustę pekińską (ale to dlatego, że akurat miałam ją w domu;)), dodałam marynowane jalapeno. 


7/02/2012

Kurki, lisiczki, liszki. Tarta.

Żar się z nieba leje. Pod Halą Mirowską gwar, pan poleca maliny za 3zł, trochę oklapłe, ale "dobre na sok". Robię z nich nalewkę, jak prawdziwa dorosła dziewczynka. Truskawkowa wyszła pysznie, z tą powinno być tak samo. Jeszcze wielkie pomidory gargamele na sos, bób na kotleciki i do pogryzania (choć przecież mecze się skończyły), zielone papryczki i fasolka na curry. Młode ziemniaczki, młoda marchewka, koperek, szczypiorek, natka. I kurki, lisiczki, liszki. Do makaronu. Do jajecznicy. Na zupę. Na tartę. 

Francuska tarta z kurkami
Przepis improwizowany



ciasto francuskie
kurki (mniej więcej 300g)
tymianek
pół opakowania mascarpone
jajko
2-3 łyżki śmietany
garść pietruszki
nieduża młoda cebula
pieprz, dużo pieprzu
sól, oliwa

Ciastem wylepiamy formę, wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 10 minut. Kurki myjemy. Cebulę podsmażamy na oliwie, dodajemy świeży tymianek i kurki, solimy. Kurki smażymy szybko, na dużym ogniu, aż wyparuje z nich woda. W miseczce mieszamy mascarpone, jajko, śmietanę, posiekaną pietruszkę. Dodajemy cebulę i kurki. Wylewamy masę kurkową na podpieczone ciasto, dekorujemy tymiankiem, posypujemy świeżo mielonym pieprzem. Wstawiamy do piekarnika na 15 minut. podajemy z sałatą. 

6/26/2012

Kremowe curry z ciecierzycy i naany z czarnuszką

Na blogu znowu trochę zamilkłam. Powody są dwa: dieta (całe trzy dni na razie wytrzymałam, nie ma się jeszcze czym chwalić;) jeszcze trochę to potrwa, mam nadzieję) i praca (w tym nowa, związana z kulinariami zresztą, ale o tym na razie ciii, choć pewnie za jakiś czas się pochwalę:)). W oczekiwaniu na to, aż zacznę jeść coś poza chudym serkiem wiejskim z pomidorami, bulionem i jajkami, zamieszczam szybki przepis z tych szczęśliwych czasów, kiedy jeszcze nie myślałam wciąż o jedzeniu, tylko po prostu jadłam;)

Kremowy gulasz z ciecierzycy i naany z czarnuszką
przepis na curry - własny, na naany - stąd


szklanka ugotowanej ciecierzycy (lub 1 puszka)
2 młode cebule
2 ząbki czosnku
spory kawałek imbiru
1/2 papryczki chilli
po 1/4 łyżeczki kminu, kolendry, jasnej gorczycy, kopru 
2-3 liście curry (opcjonalnie, ja akurat kupiłam drzewko pod Halą Mirowską)
1 puszka pomidorów
sól, klarowane masło/olej
do podania: jogurt z miętą, liście kolendry

Przyprawy wrzucamy na patelnię, prażymy przez 2-3 minuty. Kiedy zaczną pachnieć, przerzucamy do moździerza i rozgniatamy. Na maśle lub oleju podsmażamy cebulę, dodajemy czosnek, imbir, chilli, liście curry i przyprawy. Po 10 minutach, kiedy wszystko będzie miękkie i pachnące, dorzucamy ciecierzycę, pomidory i pół szklanki wody. Gotujemy przez kolejnych 10 minut. Żeby curry było bardziej kremowe, kilka łyżek wyjmujemy, miksujemy i z powrotem dodajemy do curry. Po kolejnych 5 minutach zdejmujemy z ognia. Podajemy z gęstym jogurtem zmiksowanym z solą i sporą ilością liści mięty, świeżą kolendrą i naanami. 

6/19/2012

Vietnamese Tofu Sandwich

Na Chmielnej pojawił się ostatnio "wietnamski Subway" - Cheng Way - z kanapkami w orientalnym stylu. Pośród różnych pasztetów i kurczaków teriyaki można tam również znaleźć bagietkę ze smażonym tofu. Jest smaczna, trochę za tłusta ze względu na dodatek smażonej cebulki do smażonego tofu, ale smaczna. I jak to zazwyczaj z dobrymi fast foodami czynię - spróbowałam odtworzyć ją w domu. Wyszła inna, ale bardzo smaczna:)

"Wietnamska" kanapka z tofu
Przepis improwizowany, inspirowany kanapką z Cheng Way


mini-bagietka
tofu (moje było lekko zamarynowane w sosie sojowym), oprószone mąką kukurydzianą i usmażone
szalotka lub młoda cebulka, podsmażone na chrupko
kapusta pekińska
pomidor
kiełki
kolendra
słodki sos chilli (z tego przepisu)
sos sojowy

Bagietkę lekko opiekany, obkładamy ciepłą cebulką i tofu, dodajemy warzywa i polewamy sosami. Pałaszujemy.

6/17/2012

Najlepsze tofu na świecie

O swoich potyczkach z tofu już kiedyś pisałam. Od tamtej pory sporo się zmieniło i teraz trudno mi sobie wyobrazić kuchnię bez niego. Pewnie dlatego, że coraz bardziej kręcą mnie wariacje na temat kuchni orientalnej, do której - jak wiecie - też musiałam się przekonać.
Także dlatego, że kilka razy zjadłam na mieście świetne rzeczy z tofu - o wietnamskich kanapkach napiszę niedługo, teraz wspomnę tylko o genialnym burgerze z Bistro Prosta Historia na Saskiej Kępie. Za pierwszym razem byłam tam z przyjaciółmi, którym zamarzyły się hamburgery, i musiałam zadowolić się prostym makaronem (dobrym zresztą, no ale naprawdę prosta była to historia), więc bardzo się ucieszyłam, kiedy po miesiącu zajrzałam tam drugi raz i zobaczyłam, że do oferty wprowadzono burgery z tofu. Burger z tofu OCZYWIŚCIE musi być super zdrowy, więc podają go z kiełkami, kapustą pekińską i sosem jogurtowym, ale ja miałam chrapkę na porządny fast food, więc poprosiłam o klasycznego burgera z ogórkiem kiszonym, pomidorem, czerwoną cebulą, keczupem i majonezem, a tylko z tofu zamiast mięsa. Był przepyszny. Konsystencja "kotleta" była kremowa, zupełnie inna niż tofu, które przyrządzam w domu, trochę przypominająca, no nie wiem, pasztet sojowy? W każdym razie serdecznie polecam. 
No i w końcu polubiłam tofu dzięki kilku fajnym przepisom, z których najbardziej zachwycił mnie ten. Nie będzie zaskoczeniem, że pochodzi on z książki mojego ulubionego Yotama Ottolenghiego "Plenty". To chyba najlepsze tofu, jakie jadłam w życiu, choć - ostrzegam - bardzo ostre. Zmniejszyłam ilość chilli i pieprzu w stosunku do oryginału, a i tak ostrość była dla mnie "na granicy", a choć mojemu chłopakowi smakowało, to jednak zjadł tylko troszkę i poprosił bym następnym razem zmniejszyła ją jeszcze bardziej;)

Black Pepper Tofu
Przepis Yotama Ottolenghiego leciutko zmodyfikowany, oryginał tu. Ja podaję proporcje na 200g tofu.


200g tofu (twardego, odsączonego)
mąka kukurydziana
olej do smażenia
łyżka masła (dałam dużo mniej niż w oryginale)
4 szalotki (lub 2 średnie cebule), pokrojone w piórka
1 spora papryczka chilli, posiekana
4 ząbki czosnku, posiekane
niecała łyżka posiekanego imbiru
2 łyżki ciemnego i łyżka jasnego sosu sojowego (słodkiego nie miałam)
1/2 łyżki cukru
łyżka czarnego pieprzu, utłuczonego w moździerzu
szczypiorek (dodałam też kolendrę)

Tofu kroimy w kostkę, obsypujemy mąką i smażymy na oleju, aż się zezłoci. Odsączamy na papierowym ręczniku. Patelnię czyścimy (lub bierzemy drugą;)) i na maśle smażymy szalotki, chilli, czosnek i imbir. Po około 15 minutach, kiedy wszystko będzie miękkie, dodajemy sosy sojowe i cukier, potem pieprz. Na samym końcu dodajemy tofu, całość posypujemy szczypiorkiem. Podajemy z ryżem jaśminowym (w dużej ilości;)). 


6/13/2012

Chlebek serowo-cebulowy od Micheli


Na urodziny dostałam od jednej z koleżanek książkę "Przekąski" Micheli Neri i od razu postanowiłam ją wypróbować. Zaczęłam od działu, do którego sięgam rzadko, a który tu od razu przyciągnął moją uwagę - "Cuda z chleba". Z zazdrością patrzę na cudne wypieki na innych blogach, ale sama nie załapałam jeszcze bakcyla - nie chce mi się czekać, aż ciasto wyrośnie, a jak już się nawet zbiorę i poczekam, efekty rzadko mnie satysfakcjonują. Fajnie, udało mi się upiec kajzerki jakiś czas temu, były całkiem smaczne, ale nie powtórzyłam już całej tej zabawy. Przeszkadza mi też zawsze, że takich kajzerek trzeba upiec z dziesięć, a to oznacza, że uschną zanim je zjemy... No nic, wielkiego piekarza może ze mnie nie będzie, ale opanuję z pewnością kilka przepisów z "Przekąsek" - przynajmniej te na wypieki na sodzie, na które nie trzeba czekać. Na dobre drożdżowe przyjdzie jeszcze czas, tymczasem... 

Szybki chleb z serem i cebulą
Przepis z książki "Przekąski" Micheli Neri


150 g mąki
1 łyżeczka sody
125 parmezanu
4 posiekane dymki
1 duży ziemniak, obrany i starty
1 duże jajko
2-3 łyżki mleka
sól i pieprz

Piekarnik rozgrzać do 190 stopni, blachę posmarować tłuszczem. W misce wymieszać mąkę, sodę, ser, cebulę, ziemniaka i jajko, przyprawić solą i pieprzem. Zacząć wyrabiać, jeśli ciasto jest zbyt suche - dodać kilka łyżek mleka. 
Ciasto uformować w kulę i przenieść na blachę, piec 40-45 minut, wystudzić na kratce. 

Chlebek podałam z ziołowym twarożkiem - od drugiej koleżanki (rany, jakich ja mam cudownych znajomych:)) dostałam bukiet ziół z ogrodu z Milanówka, wymieszałam więc z kremowym twarożkiem szczypiorek, koperek, bazylię i milanowskie cuda - pietruszkę, oregano i tymianek - i pomidorami. 



6/11/2012

Wiosenne menu na imprezę

Gotowanie na imprezę urodzinową to przedsięwzięcie czasochłonne, wymagające planowania (które nie jest moją mocną stroną;)), ale też niezwykle satysfakcjonujące, kiedy jedzenie znika ze stołu w tempie błyskawicznym (a gospodyni zaczyna się martwić, że zrobiła za mało). Prezentuję tegoroczne menu - może ktoś znajdzie w nim inspirację? Wszystkie dania są dość proste, wykorzystałam dużo sezonowych składników i ziół. Tym razem obyło się bez zwyczajowej sałatki z majonezem, a i tak udało mi się stworzyć kilka "crowd pleaserów". 
(Zdjęcia szczątkowe, na szczęście koleżanka w ostatniej chwili przypomniała mi, żeby w ogóle je zrobić.)

Menu: 
- sałatka makaronowa z grillowanymi szparagami, pomidorkami, pomidorami suszonymi, rukolą i ziołami
- sałatka ziemniaczana Royal Potato Salad z przepisu Yotama Ottolenghiego (z groszkiem, pesto i jajkami przepiórczymi, przepis tu)




- ziołowy kuskus z pistacjami, fetą, rukolą i smażoną cebulką (przepis Yotama, tutaj)
- mieszane liście (roszponka, rukola, bazylia, pietruszka) z pieczoną papryką, podsuszanymi pomidorkami i mozzarellą
- sałatka a'la sajgonki - otóż miałam zrobić spring rolls (takie jak tutaj), ale doszłam do wniosku, że za nic nie zdążę ich zwinąć; zrobiłam więc sałatkę z tego, co miało się znaleźć w ich wnętrzu: makaron sojowy, pokrojone julienne marchewka, ogórek i rzodkiewka, kolendra, imbir, papryczka + sos z majonezu i sosu sojowego
- sałatka z arbuza, fety, marynowanej w soku z cytryny cebulki i mięty
- sałatka a'la caprese z mozzarelli przekładanej plastrami grillowanego kabaczka, z pomidorkami i ziołami
- tartinki z porem, cukinią i fetą (przepis z Kwestii Smaku) 
- tartinki z mozzarellą, pomidorkami i bazylią
- tartinki ze szparagami i parmezanem
- ruloniki z ciasta filo nadziewane szpinakiem, ricottą i ziołami
- hummus (ciecierzyca, oliwa, domowa pasta tahini, czosnek, cytryna, kmin)
- salsa pomidorowa (pomidory z puszki, marynowana papryczka jalapeno, trochę oliwy i cytryny, kolendra)

(Jako że fotki są tak do niczego, dołączam zdjęcie kota w oknie;))


Desery:
- brownie z orzechami makadamia (z Kwestii Smaku)
- razowa szarlotka (o taka)
- babeczki z kremem waniliowym z mascarpone i truskawkami (babeczki z kruchego ciasta, krem z mascarpone i bitej śmietany z dodatkiem wanilii i cukru pudru, truskawki)