Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty

9/26/2012

Najlepsze czerwone curry. Od podstaw.

O mojej miłości do curry wszelakich pisałam już kilka razy. Wciąż udoskonalam przepisy na pasty przyprawowe, by uzyskać jak najlepsze efekty. Wiem, że tylko kuchennych wariatów da się namówić do robienia własnych - te kupne (w każdym razie te pozbawione "polepszaczy") bywają całkiem niezłe, efekty nie różnią się dramatycznie, a własna mieszanka wymaga zgromadzenia pewnej liczby składników, niekoniecznie bardzo tanich. 
A jednak myślę, że warto - po pierwsze dlatego, że pozwala to na dostosowanie poziomu ostrości i równowagi smaków do własnych upodobań, po drugie dlatego, że świeże składniki zawsze są lepsze. Chilli, czosnek i imbir to składniki, chyba dość powszechnie występują w kuchniach, szalotki - jeśli nie ma się dostępu do Pana Ziółko, a jedynie do 500-gramowych paczek z Bretanii za 5zł (idiotyzm;)) - można zastąpić cebulą. Kmin rzymski to wspaniała przyprawa, bez której już nie wyobrażam sobie gotowania i naprawdę warto ją mieć. Suszone listki limonki kaffir nie są bardzo drogie i starczają na długo. Pewnym problemem może być trawa cytrynowa - mrożona z Kuchni Świata kosztuje kupę kasy, a świeżą, w doniczkach dość trudno znaleźć (swoją kupiłam pod Halą Mirowską) - myślę jednak, że zastąpienie jej wersją suszoną w proszku nie jest jakimś straszliwym grzechem. Zamiast limonki można użyć cytryny. Sos sojowy warto mieć w spiżarni. Nie jest więc chyba aż tak źle...:)

Czerwone curry z ziemniakami, marchewką, papryką i tofu
Przepis tajsko-własny
Na pastę curry: 
2 czerwone papryczki chilli
2-3 szalotki (zależnie od rozmiaru)
2 duże ząbki czosnku
kawałek imbiru wielkości kciuka
łyżeczka kminu rzymskiego, podprażonego i utłuczonego w moździerzu
2 łyżki sosu sojowego (użyłam jasnego)
ok. 7-centymetrowy kawałek trawy cytrynowej (lub łyżeczka trawy cytrynowej w proszku)
sok z połowy cytryny lub limonki

2 łyżki oleju
500 ml mleczka kokosowego
2 listki limonki kaffir
średnia cebula
średni ziemniak
marchewka
czerwona papryka
garść zielonej fasolki (ostatnio pan pod Halą strasznie śmiał się z mojej "miary" - no ale przecież wiadomo, ile to garść, nie?;))
liście kolendry

tofu
mąka kukurydziana
olej

ryż jaśminowy



Składniki pasty curry miksujemy w blenderze na gładką masę. Na głębokiej patelni podgrzewamy olej, dodajemy pastę i smażymy kilka minut. zalewamy mleczkiem kokosowym, wrzucamy liście limonki. Po kolejnych kilku minutach dodajemy pokrojoną w piórka cebulę i pokrojonego w kostkę ziemniaka, potem marchewkę, fasolkę i paprykę. Gotujemy warzywa do miękkości. W trakcie gotowania kilka razy próbujemy i, w razie potrzeby, doprawiamy sokiem z cytryny, sosem sojowym lub cukrem trzcinowym. Chodzi o idealną równowagę słodyczy, soli, ostrości i kwasku:)
Odsączone tofu kroimy w kostkę, obtaczamy w mące kukurydzianej i smażymy na oleju. 
Curry podajemy ze złotymi kostkami tofu, ryżem jaśminowym i mnóstwem świeżej kolendry.

9/03/2012

Najlepsza. Wegetariańska. Zupa wietnamska.

Nie będę ściemniać, że to najszybsze danie na świecie. Nie będę ściemniać, że jest proste i wymaga niewielu składników. Owszem: wymaga trochę pracy. Owszem: przygotowanie trwa trochę czasu. Owszem: pośród składników jest kilka dziwacznych rzeczy, dostępnych głównie w Kuchniach Świata i innych sklepach z orientalną żywnością. Ale: smak jest niezwykły. Ale: satysfakcja ze stworzenia dania, które znacie tylko z wietnamskich knajp, jest ogromna. Ale: nie, nigdy nie byłam w Azji, ale jeśli tak Azja smakuje, chciałabym tam pojechać. 

Wietnamski bulion ze smażonym tofu i makaronem ryżowym 
Przepis inspirowany wieloma innymi


bulion warzywny
2-3 szalotki
kawałek imbiru
kilka ząbków czosnku
papryczka chilli
kolendra, anyż, pieprz syczuański, cynamon
pasta z tamaryndowca
cukier trzcinowy
sos sojowy

makaron ryżowy (wstążki)

marchewka
młoda cebulka
ocet ryżowy, sos sojowy, olej sezamowy

tofu
mąka kukurydziana
olej do smażenia

kolendra
szczypiorek
orzeszki ziemne

Przygotowujemy bulion: podgrzewamy podstawowy bulion warzywny, dodajemy osmolone nad gazem szalotki i imbir, kilka ząbków czosnku, mały kawałek chilli i przyprawy, uprażone na suchej patelni: pieprz syczuański, gwiazdki anyżu, ziarna kolendry, laskę cynamonu. Gotujemy około 20 minut. Dodajemy pastę z tamaryndowca, brązowy cukier i sos sojowy, ewentualnie kilka kropli soku z limonki. Podstawą jest znalezienie właściwej równowagi smaków: słodkiego, ostrego, kwaśnego i słonego, dlatego nie podaję proporcji: każdy musi znaleźć właściwą. Gotujemy na malutkim ogniu przez jakiś czas, próbujemy i doprawiamy wedle smaku. 
Makaron ryżowy przygotowujemy wedle przepisu na opakowaniu: moje wstążki namoczyłam przez 10 minut i dodałam do bulionu. 
Marchewkę i cebulkę kroimy cieniutko, zalewamy marynatą z octu ryżowego, sosu sojowego i oleju sezamowego. Odstawiamy na pół godziny. 
Tofu kroimy w kostkę, oprószamy mąką kukurydzianą i smażymy w głębokim tłuszczu. Odsączamy na papierze kuchennym. 
Listki kolendry i szczypiorek siekamy, orzeszki ziemne zgniatamy w moździerzu. 
Do miseczki nakładamy makaron, układamy na nim kostki tofu. Zalewamy bulionem, posypujemy liśćmi kolendry, szczypiorkiem i orzeszkami ziemnymi. Zajadamy się. 

8/02/2012

Udon ze smażonym tofu, chilli i szalotkami

Od dawna przymierzałam się do zakupu japońskiego makaronu udon. Nigdzie nie mogłam go znaleźć - soba, mie i makaron ryżowy są właściwie wszędzie, a mojego ulubionego, grubego, pszennego makaronu nie widziałam ani w Kuchniach Świata, ani w Carrefourach. Znalazłam go w końcu - nie wiem, czy dlatego, że dopiero niedawno zaczęto go sprowadzać, czy też dlatego, że dopiero niedawno zorientowałam się, że sprzedaje się go w wersji "świeżej" i należy go szukać w lodówkach;) W każdym razie jest i w dużych Carrefourach, i w Kuchniach Świata, i w Bomi. Hurra!
Zrobiłam go z moją ulubioną ostatnio kombinacją - kostki obsypanego mąką kukurydzianą, chrupiącego tofu, szalotki, imbir, chilli i sos sojowy. Pyszności!

Makaron udon z tofu, chilli i szalotkami
Zmodyfikowany przepis Yotama Ottolenghiego


100 g makaronu udon
1/2 kostki tofu smażonego jak w tym przepisie
2 szalotki, posiekane
1/2 papryczki chilli, posiekanej
2 ząbki czosnku, posiekane
łyżeczka posiekanego imbiru
po łyżce ciemnego i jasnego sosu sojowego
łyżeczka brązowego cukru
łyżeczka czarnego pieprzu
szczypiorek i kolendra
olej roślinny/z orzeszków ziemnych

Na oleju smażymy szalotki, chilli, czosnek i imbir. Po około 15 minutach, kiedy wszystko będzie miękkie, dodajemy sosy sojowe i cukier, potem pieprz i makaron. Smażymy około 3 minut. Na końcu dodajemy tofu. Posypujemy szczypiorkiem i kolendrą.

6/19/2012

Vietnamese Tofu Sandwich

Na Chmielnej pojawił się ostatnio "wietnamski Subway" - Cheng Way - z kanapkami w orientalnym stylu. Pośród różnych pasztetów i kurczaków teriyaki można tam również znaleźć bagietkę ze smażonym tofu. Jest smaczna, trochę za tłusta ze względu na dodatek smażonej cebulki do smażonego tofu, ale smaczna. I jak to zazwyczaj z dobrymi fast foodami czynię - spróbowałam odtworzyć ją w domu. Wyszła inna, ale bardzo smaczna:)

"Wietnamska" kanapka z tofu
Przepis improwizowany, inspirowany kanapką z Cheng Way


mini-bagietka
tofu (moje było lekko zamarynowane w sosie sojowym), oprószone mąką kukurydzianą i usmażone
szalotka lub młoda cebulka, podsmażone na chrupko
kapusta pekińska
pomidor
kiełki
kolendra
słodki sos chilli (z tego przepisu)
sos sojowy

Bagietkę lekko opiekany, obkładamy ciepłą cebulką i tofu, dodajemy warzywa i polewamy sosami. Pałaszujemy.

6/17/2012

Najlepsze tofu na świecie

O swoich potyczkach z tofu już kiedyś pisałam. Od tamtej pory sporo się zmieniło i teraz trudno mi sobie wyobrazić kuchnię bez niego. Pewnie dlatego, że coraz bardziej kręcą mnie wariacje na temat kuchni orientalnej, do której - jak wiecie - też musiałam się przekonać.
Także dlatego, że kilka razy zjadłam na mieście świetne rzeczy z tofu - o wietnamskich kanapkach napiszę niedługo, teraz wspomnę tylko o genialnym burgerze z Bistro Prosta Historia na Saskiej Kępie. Za pierwszym razem byłam tam z przyjaciółmi, którym zamarzyły się hamburgery, i musiałam zadowolić się prostym makaronem (dobrym zresztą, no ale naprawdę prosta była to historia), więc bardzo się ucieszyłam, kiedy po miesiącu zajrzałam tam drugi raz i zobaczyłam, że do oferty wprowadzono burgery z tofu. Burger z tofu OCZYWIŚCIE musi być super zdrowy, więc podają go z kiełkami, kapustą pekińską i sosem jogurtowym, ale ja miałam chrapkę na porządny fast food, więc poprosiłam o klasycznego burgera z ogórkiem kiszonym, pomidorem, czerwoną cebulą, keczupem i majonezem, a tylko z tofu zamiast mięsa. Był przepyszny. Konsystencja "kotleta" była kremowa, zupełnie inna niż tofu, które przyrządzam w domu, trochę przypominająca, no nie wiem, pasztet sojowy? W każdym razie serdecznie polecam. 
No i w końcu polubiłam tofu dzięki kilku fajnym przepisom, z których najbardziej zachwycił mnie ten. Nie będzie zaskoczeniem, że pochodzi on z książki mojego ulubionego Yotama Ottolenghiego "Plenty". To chyba najlepsze tofu, jakie jadłam w życiu, choć - ostrzegam - bardzo ostre. Zmniejszyłam ilość chilli i pieprzu w stosunku do oryginału, a i tak ostrość była dla mnie "na granicy", a choć mojemu chłopakowi smakowało, to jednak zjadł tylko troszkę i poprosił bym następnym razem zmniejszyła ją jeszcze bardziej;)

Black Pepper Tofu
Przepis Yotama Ottolenghiego leciutko zmodyfikowany, oryginał tu. Ja podaję proporcje na 200g tofu.


200g tofu (twardego, odsączonego)
mąka kukurydziana
olej do smażenia
łyżka masła (dałam dużo mniej niż w oryginale)
4 szalotki (lub 2 średnie cebule), pokrojone w piórka
1 spora papryczka chilli, posiekana
4 ząbki czosnku, posiekane
niecała łyżka posiekanego imbiru
2 łyżki ciemnego i łyżka jasnego sosu sojowego (słodkiego nie miałam)
1/2 łyżki cukru
łyżka czarnego pieprzu, utłuczonego w moździerzu
szczypiorek (dodałam też kolendrę)

Tofu kroimy w kostkę, obsypujemy mąką i smażymy na oleju, aż się zezłoci. Odsączamy na papierowym ręczniku. Patelnię czyścimy (lub bierzemy drugą;)) i na maśle smażymy szalotki, chilli, czosnek i imbir. Po około 15 minutach, kiedy wszystko będzie miękkie, dodajemy sosy sojowe i cukier, potem pieprz. Na samym końcu dodajemy tofu, całość posypujemy szczypiorkiem. Podajemy z ryżem jaśminowym (w dużej ilości;)). 


5/23/2012

Noodle w pudle... w domu (czyli stir fry z zielonym curry)


Zaprawdę powiadam wam, nadejdzie kiedyś taki dzień, kiedy nauczę się robić zdjęcia. Kiedy w ogóle zachce mi się robić dobre zdjęcia. Kiedy zacznę nosić jedzenie po całym domu w poszukiwaniu odpowiedniego światła, zamiast cykać naprędce tuż przed zeżarciem. Kiedyś. Tymczasem musicie mi wierzyć na słowo, że ryżowy makaron z domową pastą curry, smażonym tofu i warzywami od pana Ziółko był pyszny. Znacznie lepszy, niż mogłoby sugerować to żenujące zdjęcie. 


Makaron ryżowy z tofu, zielonym curry i warzywami
Przepis własny

makaron ryżowy (ok. 200 g)
papryka
cebula
kawałek pora
pół kapusty bok choy

tofu smażone jak w tym przepisie

pasta curry: 
2 szalotki
4 ząbki czosnku
2 papryczki chilli
kawałek imbiru wielkości kciuka
łyżeczka ziarenek kolendry
łyżeczka suszonej trawy cytrynowej (świeża z pewnością jest jeszcze lepsza)
garść liści (i łodyżek też) kolendry
garść liści bazylii tajskiej
łyżka sosu sojowego
łyżeczka cukru
ok. 2 łyżek mleczka kokosowego

liście kolendry i tajskiej bazylii
ew, orzeszki ziemne
olej, olej sezamowy, sól

Składniki pasty curry wrzucamy do blendera i miksujemy. Proporcje są orientacyjne, chodzi o osiągnięcie słynnej tajskiej "równowagi smaków" - słonego, słodkiego, kwaśnego i ostrego.
Makaron gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. Warzywa siekamy, liście rwiemy. 
Na patelni (lub, jeszcze lepiej, w woku, którego nie mam) rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę, pora i paprykę, smażymy chwilę, dodajemy bok choy i kopiastą łyżeczkę pasty. Jeszcze chwilka i dodajemy makaron, smażymy chwilę na dużym ogniu i sprawdzamy, czy smak jest wystarczająco intensywny (ja dodałam jeszcze pół łyżeczki pasty w czasie smażenia). Przekładamy do miski/na talerz, mieszamy z ziołami,  skrapiamy olejem sezamowym, posypujemy orzeszkami i tofu. Zajadamy. 



1/17/2012

Zamieszaj, usmaż, zjedz czyli o skomplikowanych relacjach z Orientem

Wyznanie: nigdy nie przepadałam za kuchnią dalekowschodnią. Indie, Bliski Wschód - z przyjemnością. Ale Chiny, Japonia, Tajlandia, Wietnam - mimo wszystkich różnic między nimi - niekoniecznie. Jasne, lubiłam bakłażany w Bliss na Mariensztacie, jasne - sajgonki i zupa pho (np. z Nam Sajgon na Brackiej) mają swój urok. Ale tak generalnie - sos sojowy mało mnie kręci, trawa cytrynowa smakuje trochę jak płyn do mycia naczyń, od grzybów mung wolę borowiki, od bok choi - normalną kapustę. 

Przy całej więc mojej sympatii dla poszukiwania autentycznych smaków Włoch, Meksyku, Indii czy Turcji, muszę przyznać szczerze: sushi najbardziej smakuje mi z serkiem i ogórkiem. Smaki Dalekiego Wschodu sprawiają, że staję się bezwstydną Europejką, którą trzeba edukować, a która i tak woli, by było jakoś tak "mniej wschodnio". Ale powoli się uczę.
I zrobiłam stir-fry. Niekoniecznie autentyczny, ale... fantastyczny. Niesamowicie kolorowy. Na bogato:)


Szalony stir-fry ze smażonym tofu i makaronem ryżowym
Przepis improwizowany

pół kostki tofu
mąka kukurydziana
przyprawa 5 smaków (u mnie domowa: anyż, cynamon, pieprz syczuański, kolendra i kozieradka, podprażone i zmielone)
makaron ryżowy (ok. 150g)
czerwona cebula
marchewka
papryka
ananas (3-4 krążki)
2 ząbki czosnku
pół papryczki chilli
kawałek imbiru 
olej, sól (albo sos sojowy)
do podania: świeża kolendra, szczypiorek, marynowany czosnek, olej sezamowy

Zaczynamy od odsączenia tofu (Jakąś godzinkę tofu leży sobie pod ciężką puszką. Raczej nie pod słoikiem - raz leżało pod słoikiem, a potem słoik spadł i przez godzinę czyściłam kuchnię z miodu) i - o ile robimy ją sami - przygotowania przyprawy 5 smaków. Przyprawę mieszamy z mąką kukurydzianą, odsączone tofu kroimy w kosteczkę i odkładamy. 
Makaron ryżowy przyrządzamy zgodnie z instrukcją na opakowaniu (moje wstążki namaczałam przez 10 minut w ciepłej wodzie). Czosnek, chilli i imbir kroimy drobniutko, na patelni (lub - pewnie lepiej, ale nie mam - w woku) rozgrzewamy odrobinę oleju i wrzucamy przyprawy, pokrojoną w piórka cebulę, marchewkę, ananasa i paprykę (tu oczywiście można zaszaleć - świetnie pasują brokuły, groszek cukrowy, pieczarki etc.). 
Na drugiej patelni rozgrzewamy sporo oleju i smażymy w nim obtoczone w mące i przyprawie kostki tofu. Odsączamy na papierze kuchennym. 
Do warzyw - kiedy troszkę zmiękną, ale pozostaną chrupkie - dodajemy odsączony makaron, smażymy jeszcze chwilę. Podajemy ze złotymi kostkami tofu, posypane kolendrą, szczypiorkiem, marynowanym czosnkiem. Można doprawić sosem sojowym i olejem sezamowym albo podać z domowym sosem sweet chilli.
Taki już urok przepisów improwizowanych - zasady na chwilę przestają obowiązywać. 


11/30/2011

Tofu attack, część II. Wietnamska zupa w towarzystwie gwiazd.

W październiku miałam ogromną przyjemność pracować po raz kolejny na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Przyjemność była tym większa, że po raz pierwszy tłumaczyłam spotkania z Gwiazdami przez duże G. Kojarzycie tego pana? No pewnie, że kojarzycie. Ten pan jest reżyserem i scenarzystą, więc z twarzy możecie nie kojarzyć, ale chyba hasła "Godziny" i "Lektor" wystarczą. Tak, to on jest autorem słów wypowiadanych przez Nicole Kidman, Julianne Moore i Kate Winslet. Panowie przyjechali z filmem "Ósma strona", który otwierał festiwal. I byli fantastyczni, o czym świadczyć mogą choćby... ich kulinarne zachcianki.


Po sesji wywiadów miałyśmy razem z koleżanką, która się panami opiekowała, zabrać ich na lunch. Nikt nie powiedział nam, dokąd, więc zastanawiałyśmy się długo i namiętnie. Dzień wcześniej jedli już pierogi i barszcz, więc nie musiała być to koniecznie polska knajpa. Miałyśmy do czynienia z gwiazdami, więc myślałyśmy o czymś eleganckim, o czymś wyrafinowanym, o czymś fancy. Myślałyśmy i myślałyśmy, a wtedy do sali wbiegła żona Davida Hare, Nicole Fahri. "Słuchajcie" - powiedziała podekscytowana - "kierowca opowiedział mi, że macie tutaj taki wspaniały, wietnamski bar. I że w Warszawie mieszka wielu Wietnamczyków. Chodźmy tam, chodźmy." Popatrzyłyśmy na siebie lekko skonfundowane. Wietnamski bar? Zupka taka? Plastikowa karta ze zdjęciami nudli? Seriously? Gwiazdy jednak podchwyciły temat i kazały się zabrać do Nam Sajgon. Za obiad dla 5 osób zapłaciliśmy 100 złotych i wyszliśmy zachwyceni. Wszyscy, laureaci Złotych Globów również. 

W Nam Sajgon jadłam bardzo fajną zupę z tofu, którą ostatnio - w ramach tofuprzetwórstwa - postanowiłam odtworzyć w domu. Nie będę udawać, że wyszło identycznie, ale wyszło fajnie. 

Zupa "pho" z tofu
Przepis metodą prób i błędów;)

Bulion:
1-2 ząbki czosnku
kawałek imbiru wielkości kciuka
1/2 papryczki chilli
bulion warzywny (2 marchewki, pietruszka, natka pietruszki, kawałek selera, kawałek pora, cebula, liść laurowy, olej)
gwiazdka anyżu, laska cynamonu, 1/2 łyżeczki ziaren kolendry, 2 goździki
sos sojowy

marchewka
kilka różyczek brokuła
makaron wstążki ryżowe

Dodatki:
smażone tofu - tofu pokrojone w kostkę, panierowane w mące kukurydzianej i usmażone w sporej ilości tłuszczu
kolendra
szczypiorek
limonka
cieniutko pokrojona czerwona cebula zamarynowana w soku z limonki
kiełki


Na początku zrobiłam podstawowy bulion warzywny: cebulę opaliłam nad gazem, warzywa obrałam i grubo pokroiłam, podsmażyłam na odrobinie oleju, zalałam wodą, dodałam liść laurowy, pieprz i natkę pietruszki, gotowałam przez mniej więcej godzinę. 
Na suchą patelnię wrzuciłam anyż, cynamon, kolendrę i goździki. Smażyłam krótką chwilę, aż zaczęły pachnieć. Zalałam bulionem, dodałam starte drobno imbir, czosnek i chilli. Gotowałam dalej, by wszystkie smaki się spotkały (byłam bardzo zaskoczona, że udało mi się odtworzyć zapach bulionu, który znam z wietnamskich / chińskich knajpek). 
Kiedy bulion już mocno pachniał, przecedziłam go i dodałam pokrojoną w paseczki marchewkę, główki brokułów i namoczony i odsączony makaron ryżowy. Przyprawiłam sosem sojowym i sokiem z limonki.
Podałam z kostkami smażonego tofu, kolendrą, szczypiorkiem, cebulą i kiełkami. 

PS. Aha, a następnego dnia, byliśmy z gwiazdami w Przekąskach Zakąskach na śledziu. 
PS. PS. Jakby ktoś wciąż nie był do końca pewien, o kim mówię - teraz wszystko powinno stać się jasne;)


Po pewnych technicznych przejściach i moich zaniedbaniach, dołączam wpis do prowadzonej przez Ptasię akcji Korzenny Tydzień :)

11/29/2011

Tofu attack, część I. Sezam, brokuły i zasadnicze wątpliwości.

Ja się tak naprawdę jeszcze nie zdecydowałam, czy lubię tofu. Nawet się nie dziwię mięsożercom, którzy, podejrzewając, że dla wegetarian jest ono zamiennikiem krwistego steka, pukają się w czoło. Umówmy się - tofu samo w sobie nie jest jakoś szczególnie atrakcyjne. Dobra, dobra - wiem, że pisząc te słowa narażam się przyjaciołom weganom, ale być może nawet oni zgodzą się ze stwierdzeniem, że tofu wymaga sporo inwencji. Trochę wysiłku. I że w sumie większość skomplikowanych czynności, które się przy nim wykonuje, ma za zadanie ukryć wstydliwy fakt, że samo w sobie tofu jest bez smaku. 

Z drugiej strony, jego ogromną zaletą jest to, że tym zabiegom poddaje się bez oporów i jest, jak wiadomo, szalenie uniwersalne. Jako że nie planuję rezygnacji z jajek i mleka, eksperymenty w stylu "tofucznicy" czy "pasty niby-jajecznej" nie są mi do szczęścia potrzebne, z drugiej jednak strony w różnych przepisach dalekowschodnich, w których nabiału się jakoś szczególnie nie używa, tofu okazuje się głównym  białkowym "konkretem" dostępnym dla wegetarian. Bardzo polubiłam np. wegetariańską zupę ze smażonym tofu z Nam Sajgon (o próbie odtworzenia której napiszę niedługo). Sama jestem jeszcze początkującą adeptką tofuprzetwórstwa, więc kremowo-waniliowy smak tofurnika był dla mnie sporym - i bardzo pozytywnym - zaskoczeniem. Postanowiłam dać tofu w swojej kuchni kolejną szansę;)


Pierwszym przepisem, który wypróbowałam, było smażone tofu w panierce z mąki kukurydzianej i sezamu. Aby nadać mu smak (hehe), wcześniej marynowałam je kilka godzin w mieszance miodu, sosu sojowego, siekanego imbiru, czosnku i chilli. Usmażyłam na dość sporej ilości rozgrzanego oleju i porządnie wysuszyłam na papierowym ręczniku. Podałam z jaśminowym ryżem z dodatkiem podsmażonej czerwonej cebuli i świeżej kolendry i z brokułami z dressingiem azjatyckim pomysłu Jamiego Olivera (przepis tu). 


Cóż mogę powiedzieć - wszystkim nieprzekonanym polecam ten przepis. Ja już jestem prawie kupiona;)